[VIDEO] Wrocławski TULIPAN wyłudził 40 000 000 zł, skrzywdził kobiety i jest na wolności! Tak zdecydował Sąd Rejonowy Wrocław-Fabryczna uniemożliwiając Prokuraturze zaskarżenie tej decyzji!
Ernest Ziemianowicz, adwokat jednej z pokrzywdzonych kobiet, w wywiadzie dla Telewizja.Patriot24.net zwraca uwagę na brak skuteczności wymiaru sprawiedliwości w sprawie pokrzywdzonych.
Sprawa bezkarności Tomasza K. była wielokrotnie nagłośniona w ogólnopolskich telewizjach. O jego przestępstwach i bezradności wymiaru sprawiedliwości alarmował m.in. SUPEREXPRESS:
Ale wrocławski Sąd Rejonowy Wrocław Fabryczna zrobił wszystko, by nie wsadzić tego przestępcy za kraty. Potencjalnie umożliwił mu zatem popełnienie kolejnych przestępstw.
W jaki sposób?
Wroclawska Prokuratura złożyła w tymże sądzie wniosek o odwieszenie mu zasądzonej kary bezwzględnego więzienia i umieszczenie w zakładzie karnym. Odbyły się dwie rozprawy, na których jednak prokuratora nie było!
Na ostatniej z nich, 23 lipca 2020 r., sędzia Sądu Rejonowego Wrocław-Fabryczna, Justyna Kuriata Pruszyńska, postanowiła „zaniechać zarządzenia wykonania kary łącznej dwóch lat pozbawienia wolności wymierzonej Tomaszowi K." (poprzednio M. - bo mężczyzna zmienił sobie w trakcie popełniania przestępstw nazwisko).
Jak czytamy w protokole z tego posiedzenia, sprawa odbyła się bez udziału prokuratora. Jak ustaliliśmy, na pierwszej rozprawie w dniu 19 czerwca 2020 prokuratora również nie było.
Dlaczego?
- Sąd nie powiadomił nas o tym, że te sprawy będą rozpatrywane. Nie dostaliśmy informacji z sądu o tym, że teraz sprawy się odbędą, więc nasz prokurator nie pojawiał się, bo o nich nie wiedział - przekazał nam Rzecznik Prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.
Natomiast po burzy medialnej wrocławska Prokuratura Okręgowa zaskarżyła tę decyzję do Wydziału Penitencjarnego Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Rozprawa odbyła się dnia 7 października 2020 z udziałem doskonale przygotowanego prokuratora. Jednak jego zażalenie zostało w sposób szokujący odrzucone przez sąd z powodów formalnych!
- Ponieważ prokuratura złożyła wniosek o odwieszenie wyroku karnego przed upływem okresu próby i biorąc pod uwagę, że decyzja sądu pierwszej instancji była dla pokrzywdzonych nieprzychylna, sąd drugiej instancji nie zdążył rozpoznać odwołania przed upływem możliwego okresu. Pokrzywdzeni mają żal do Prokuratury, że tak późno wystąpili z wnioskiem o odwieszenie jednego z wyroków karnych - wyjaśnia Ernest Ziemianowicz, adwokat jednej z poszkodowanych kobiet.
To oznacza, że Tomasz K. vel M. jest w tej chwili zgodnie z prawem ustanowionym przez sędzię Justynę Kuriatę-Pruszyńską prawomocnie na wolności.
Czy to oznacza, że jest on nietykalny na Dolnym Śląsku? Pomimo aktywnego udziału w tak zwanej „Aferze śmieciowej”, o której informacje znajdziesz tutaj:
O tym zdecyduje 5 listopada Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze. Bo wtedy właśnie rozpocznie się kolejny, duży proces o przestępstwa, o które oskarża Tomasza K. tamtejsza Prokuratura Okręgowa. Informacje o skierowanym dużym akcie oskarżenia przeciwko niemu za liczne przestępstwa znajdziesz pod linkiem:
O przyczynę niepoinformowania przez sędzię Justynę Kuriata-Pruszyńską prokuratury o rozprawach w sprawie Tomasza K. vel M. pytamy dziś Prezesa Sądu Okręgowego we Wrocławiu, Wojciecha Łukowskiego. Pytamy też o konsekwencje, jakie Prezes Sądu Okręgowego wyciągnie wobec tak skandalicznego zaniedbania podległej sobie sędzi.
Natomiast poszkodowane kobiety nie zamierzają dłużej przyglądać się niesprawiedliwości dolnośląskiego wymiaru sprawiedliwości. O tym, jakie kroki podjęły, by Tomasz K. poniósł karę więzienia zasądzoną mu przez sąd, ponformujemy niebawem. Również poprzez naszego Facebooka i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?