Czasem w nasze ręce wpadają książki, które działają na nas w osobliwy i trudny do określenia sposób, wyzwalają tak silne emocje, że aż trudno uzasadnić skąd się biorą i dlaczego są tak wyraziste. „Zimowe Panny” Cristiny Sánchez-Andre wzbudziły we mnie uczucia, które potęgowały mój zachwyt i zauroczenie tą opowieścią, a stało się tak za sprawą wykreowanego przez autorkę nietuzinkowego świata — odrobinę nierzeczywistego, jakby baśniowego, ujmującego swoją prostotą, niecodziennym klimatem, okraszonego tajemnicą, ale także sporą dawką realizmu.

Książka ta to pozycja dla osób, których zachwyciło "Sto lat samotności" Marqueza, "Ultra Montana" Horwatha czy "Na wschód od Edenu" Steinbecka. Bardzo podobny styl snucia opowieści, splotów akcji i dziwności życia w małej wiosce. Ja osobiście się zachwyciłam!
Cristina Sánchez-Andre, urodziła się w 1968 roku w Santiago de Compostela. Jest absolwentką prawa, pisarką, krytyczką literacką i tłumaczką — na co dzień prowadzi warsztaty pisarskie. Jest autorką nagradzanych powieści tłumaczonych na język angielski, portugalski, włoski, polski i rosyjski. Przez krytyków określona została, jako jeden z najwspanialszych głosów dzisiejszej literatury hiszpańskiej.
Zimowe Panny wracają po latach do miejsca, które, odizolowane od świata, rządzi się swoją logiką i prawami. Jest tu gama uczuć, emocji, niespełnionych marzeń i tajemnica. Czyta się lekko, aczkolwiek zdaje sobie sprawę, że trzeba mieć zamiłowanie do takiej literatury.

"Niektóre rzeczy mają posmak rozczarowania, zwłaszcza te, na które czekaliśmy od dawna." - "Zimowe panny". Taka właśnie jest ta książka. Jest to niespieszna, leniwa opowieść, która jednocześnie lekko rozczarowuje czytelnika i przyciąga go do siebie niewytłumaczalną, tajemniczą siłą.
Nie jest to książka dla wszystkich. To powieść dla osób, które kochają się wgryzać w historię, szukać drugiego dna, zatrzymywać się na moment, szukać odpowiedzi aby w pełni wszystko zrozumieć i mieć doskonały obraz całości. Książka składa się z krótkich rozdziałów, które przepełnione są treścią podaną w taki spsoób, że nie wszystko jest oczywiste i widoczne jak na dłoni. Należy ją czytać powoli i z rozmysłem. Dostrzeżemy wtedy smutną, tragiczną historię dwóch sióstr, ich sekrety, ich tęsknoty, marzenia, ból, cierpienie i drobne radości. Jako małe dziewczynki musiały uciekać z rodzinnego domu przed wojną domową. Wróciły jako dorosłe kobiety i podjęły próbę ułożenia sobie życia w starym domu dziadka, w małej, wieskiej społeczności, która również ma swoje sekrety i tajemnice a kontrowersyjna postać dziadka dziewczynek kładzie się cieniem na życiu wszystkich. Nie jest to książka łatwa w odbiorze ale na tyle ciekawa, na tyle inna, że z przyjemnością śledziłam losy Dolores i Saladini.
„Zimowe Panny” Cristiny Sánchez-Andre to nostalgiczna opowieść o dosyć specyficznym zabarwieniu — nietuzinkowa i bardzo oryginalna. Fabuła toczy się na pograniczu świata baśni i autentyzmu, ujmując czytelnika subtelnością, odrobiną finezyjnego humoru i rozpościerającą się tajemnicą. Czytając tę książkę, czułam jak z każdą kolejną stroną przepadam, przestaję istnieć dla otaczającego mnie świata — dałam się porwać tej historii i była to niezapomniana podróż w odległe i osobliwe miejsce. Ta książka wywołała we mnie zachwyt, ujęła mnie i na długo pozostanie w mojej pamięci — bez wątpienia znajdzie miejsce na półce obok moich ulubionych powieści. Autorka pisząc tę książkę, inspirowała się rodzinnymi opowieściami i wspomnieniami podróżując po Galisji, pewnie dlatego ta historia jest niczym legenda, czy baśń opowiadana podczas długiego rodzinnego spotkania.
„Zimowe Panny” oceniane są w różnorodny sposób, jednych nudzą, w innych wyzwalają niejakie, bądź mieszane uczucia, mnie oczarowały i zupełnie skradły moje serce, czytałam tę powieść z rosnącym zachwytem, dlatego zaliczam się do tej części czytelników, którzy docenili tę niebanalną i szalenie urokliwą opowieść.
Chętnie poznałabym kolejne pozycje autorki. Nachodzi mnie też refleksja, że zamknięte społeczności - ja sama wywodzę się z małej miejscowości - żyją życiem, do którego można przywyknąć, ale często bywa destrukcyjne.
Ta książka jest jak dziwna przyprawa lub zioło. Może lukrecja? Taaaak. Zmieniająca smak, której słodycz wydaje się wręcz czymś nienaturalnym. Ja lubię… jak również zapragnęłam świeżych fig po przeczytaniu powieści! Polecam!
źródło: www.lubimyczytac.pl