Do dwóch ataków na naszego redaktora doszło przed głównym wejściem do szpitala MEDICOVER na warszawskim Wilanowie 30 i 31 grudnia 2020. Rodzina przetrzymywanego tu 80-letniego Ryszarda pyta, co ma tak nerwowo do ukrycia ta prywatna placówka medyczna?
O sprawie przetrzymywania 80-letniego Ryszarda w szpitalu MEDICOVER wbrew jego woli piszemy od kilku dni. Wszystkie artykuły znajdziesz pod linkiem:
Przypomnijmy, że pan Ryszard jako emerytowany zdun przyjechał na dobrowolne leczenie rehabilitacyjne do szpitala w warszawskim Wilanowie w połowie grudnia 2020. Rodzina zgodziła się płacić po 2000 zł dziennie za jego pobyt w tym, rzekomo najbardziej prestiżowym prywatnym szpitalu w Polsce.
- Nie miał Covida, a w szpitalu okazało się że jest zakażony. Teraz bardzo cierpi, mówi że go duszą i chcą zabić - przekazał w wywiadzie dla Telewizja.Patriot24.net zięć chorego.
- MEDICOVER kazał nam przyjechać i się z nim pożegnać. Co się tu dzieje? Czy jakiś eksperyment medyczny jest na nim prowadzony? - próbował bezskutecznie dowiedzieć się zięć pacjenta.
Rodzina chciała wywieźć chorego prywatną karetka do domu w Województwie Zachodniopomorskim. Bo ma na piśmie mają taką wolę pana Ryszarda. Ale MEDICOVER uparł się i odmawia wydania pacjenta!
W dołączonym do niniejszego tekstu filmie (ukaże się on tuż po zakończeniu ostatecznego montażu) ukazujemy dwa ataki, do jakich doszło na naszego redaktora przed szpitalem MEDICOVER w dniach 30 i 31 grudnia 2020. Właśnie wtedy, gdy próbowaliśmy dowiedzieć się, dlaczego szpital tak uparcie przetrzymuje chorego wbrew jego woli?!
Pierwszy atak nastąpił ze strony wysoko postawionej przedstawicielki zarządu szpitala MEDICOVER. Kiedy zaczęła wyzywać dodatkowe siły ochrony, my wezwaliśmy Policję.
Do drugiego ataku doszło po tym, jak na Policję wpłynęło zawiadomienie rodziny o próbie zabicia pana Ryszarda w tym szpitalu. I po nocnym wejściu do tej placówki Policjantów celem zabezpieczenia dokumentacji i monitoringu. Oraz sprawdzenia pod jaką nocną opieką znajduje się pan Ryszard?
- Co ma do ukrycia MEDICOVER, że tak nerwowo reaguje? - pyta zięć pacjenta.
- Zarazili go Covidem, sprawą zajmuje się Policja, Prokuratura i Sąd który ustanowił żonę pana Ryszarda jego kuratorem ds. leczenia. A oni tak uporczywie nie chcą wydać teścia do domu, łamiąc prawa człowieka i prawa pacjenta. Czy dlatego, że prowadzą na nim jakiś eksperyment medyczny który ma się zakończyć śmiercią? - dopytuje zięć.
Co na to rzecznik prasowa MEDICOVER?
„W odpowiedzi na Pana prośbę smsem, poniżej przesyłam stanowisko Medicover.
Misją szpitala jest przed wszystkim ratowanie życia pacjentów. Nie jesteśmy upoważnieni do komentowania zdrowia poszczególnych pacjentów w mediach, ponieważ są to dane medyczne.
Natomiast zawsze kluczowym elementem do wypisu pacjenta jest jego stan kliniczny. W przypadku tego pacjenta szczegółowe informacje nt. jego stanu zdrowia są przekazywane bezpośrednio rodzinie.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?