[VIDEO] Prześladowany robotnik Wiesław Księżuk powiedział prawdę. Ochrona Środowiska razem z Policją i Prokuraturą ujawnili na terenie probostwa w Trzeszczanach dół zawierający 2 przyczepy śmieci księży. Czy zatem proboszcz Marek Barszczowski kłamie?
Wizja lokalna na terenie probostwa w Trzeszczących dokonana 21 listopada 2018 roku potwierdziła fakt zakopania dużej ilości śmieci. I nie były to "kilka sztuk butelek i kawałki folii", jak publicznie przekazał swoim parafianom ksiądz proboszcz Marek Barszczowski . Tylko co najmniej 2 przyczepy zakopanych odpadów!
W wizji lokalnej uczestniczył prokurator policjanci oraz inspektorzy z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Policja całość nagrywała w formie video. Dokonywana była również dokumentacja fotograficzna. Nie uczestniczył w niej Proboszcz Marek Barszczowski.
Z informacji takich dotarł Patriot24,net wynika że śmieci przykryte były pół metrową warstwą ziemi. Po jej odsypaniu na polecenie organów ścigania inspektorzy ochrony środowiska ujawnili, że na obszarze o wymiarach 2,5 metra na 5 metrów zakopane są śmieci. Policjanci wymierzyli grubość warstwy odpadów. Odnotowali, że grubość warstwy śmieci wynosi 1 metr i 20 centymetrów.
Na wierzchu znajdowały się głównie odpady gospodarcze z kuchni. Gdy Inspektor ochrony środowiska dostrzegł butelki i plastiki, kazał je wydobyć.
Po szczegółowych analizach oceniono, że całość ujawnionych śmieci to co najmniej dwie przyczepy. Czyli podobnie jak mówił zwolniony z pracy w gminnym zakładzie komunalnym Wiesław Księżuk, który sprawę ujawnił.
Wizja lokalna została wykonana 19 dni po ujawnionym procederze. Nie wiadomo, czy przez ten czas ktoś ingerował w wysypisko czy nie. Całość zakończyła się decyzją Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska o pozostawieniu śmieci na wzgórzu, na terenie probostwa Trzeszczanach. Inspektorzy uznali, że mogą się one tam dalej rozkładać.
- To oznacza że Wiesław Księżuk mówił prawdę. A od chwili ujawnienia tego skandalu jest prześladowanym bohaterem lokalnej prawdy i uczciwości - komentuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net
- Ten robotnik dźwiga teraz krzyż cierpienia. Za odważna postawę dbałości o Kościół i Chrześcijaństwo na terenie tej parafii - dodaje Robert Rewiński.
Przypomnijmy, że po sprawie nagłośnionej przez naszą redakcję, a przede wszystkim przez odważnego Wiesława Księżówka w listopadzie 2018 roku, sprawą zajęła się Policja i Prokuratura. Działania są wciąż w toku.
Przypomnijmy też, że ten ówczesny operator koparki w Gminnym Zakładzie Komunalnym w Trzeszczanach Wiesław Księżuk został zwolniony po naszej publikacji z pracy za to, że ujawnił prawdę związaną z zakopaniem śmieci na terenie probostwa w Trzeszczanach.
Wszystkie artykuły na ten temat znajdziesz pod linkiem:
Wiesław Księżuk odważnie powiedział wówczas, że śmieci zakopywał na polecenie Wójta Gminy Trzeszczany Stanisława Czarnoty. A kiedy sprawę upublicznił Patiot24.net oraz Telewizja.Patriot24.net - został wyrzucony z pracy!
Po naszym pierwszym artykule Wiesław Księżuk został wezwany do budynku Urzędu Gminy w Trzeszczanach. Tam, za wycofanie się z informacji przekazanych poprzez Patriot24.net oraz ze złożonych zeznań na Policji, otrzymał korupcyjną propozycję powrotu do pracy oraz podwyżki. Pieniądze na to miały pochodzić z kasy Budżetu Gminy!
Wiesław Księżuk odmówił. Ale to spotkanie nagrał (nagranie ponownie publikujemy wraz z niniejszym tekstem). A dyktafon przekazał do dyspozycji Prokuratorowi Rejonowemu w Hrubieszowie Arturowi Kubikowi, który nadzoruje postępowanie w tej sprawie.
Może się więc okazać, że to, co ustalił Patriot24,net oraz to, co jest na nagraniach kamer Policji uczestniczącej wizji lokalnej, stoi w sprzeczności z oświadczeniem księdza proboszcza Marka Barszczowskiego. Zamieścił je na swojej stronie internetowej atakując naszą redakcję za rzekome kłamstwa!
Na stronie internetowej parafii wydał oświadczenie, że żadnych śmieci nie było. Tylko "kilka sztuk butelek i kawałki folii".
- Skoro zadaniem proboszcza kłamiemy, to w jaki sposób Prokurator odnalazł śmieci, o których mówił Wiesław Księżuk? Dokładnie w miejscu przez niego wskazanym na terenie probostwa w Trzeszczanach, którym mówił przed kamerą Telewizja.Patriot24.net? - pyta Robert Rewiński
- Dziś wiemy, że były tam zakopane co najmnie 2 przyczepy śmieci. Dlatego pytam, w jaki sposób ksiądz proboszcz Marek Barszczowski zamierza namawiać swoich parafian do mówienia prawdy? Skoro sam przekazuje nieprawdę? - pyta nasz Redaktor Naczelny.
- W jaki sposób chce tworzyć chrześcijańską wspólnotę, skoro fałszywie zeznaje przeciw bliźniemu swemu czyli Wiesławowi Książukowi? - pyta Robert Rewiński.
Z naszych informacji wynika, że ten bohaterski robotnik jest w tej chwili dodatkowo napietnowany! Mimo fachowości i dużego doświadczenia, które posiada jako operator koparki, nikt w okolicy Trzeszczan nie chce go teraz zatrudnić!
Z naszych informacji wynika, że mogło dojść do zmowy okolicznych właścicieli firm, by nie dać mu pracy. I w ten sposób ukarać go za uczciwość i prawdomówność!
- To hańba dla tych okolicznych milionerów. Tych, którzy mając świadomość chrześcijańskiej odwagi Wiesława Księżuka, przykładają teraz swoje pełne pieniędzy ręce do prześladowania tego człowieka - komentuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?