Anna Markowska została oskarżona o jazdę autem pomimo zakazu. Dlaczego babcia jej dziecka, która uruchomiła prokuraturę i policję, przed Sądem i kamerą naszej telewizji, tak niewiele pamięta?
Sprawa tak naprawdę dotyczy 7-letniego syna pani Anny. Bo jeśli sąd uznałby jej winę, kobieta musiałaby iść do więzienia. Czyli oddać dziecko swojemu byłemu partnerowi. A w praktyce to właśnie jego matka, czyli Ewa F., przyjęłaby dziecko w dużym stopniu na wychowanie.
Podczas przesłuchania przed sądem Ewa F. w pierwszym odruchu emocjonalnym użyła nawet stwierdzenia „moje dziecko”. To może świadczyć o przesadnej więzi z własnym wnukiem - przekazuje Robert Rewiński, Redaktor Naczelny Patriot24.net i Telewizja.Patriot24.net
Ewa F. zastrzegła sobie ochronę wizerunku. Wraz z niniejszym tekstem prezentujemy zapis VIDEO jej przesłuchania. Przeprowadzonegoprecyzyjnie i skrupulatnie przez prowadzącego tę rozprawę sędziego Marka Garlika.
To nie pierwszy raz kiedy Ewa F. zeznaje przeciwko Annie Markowskiej. Wcześniej, w procesie gdzie został skazany jej syn za pobicie Ewy Markowskiej, również zeznawała przeciwko niej. Podobnie jak pozostali, „dyżurni świadkowie”, którzy zostali przez ojca dziecka do powołani do tego procesu.
Przypomnijmy, że Anna Markowska została wyciągnięta przez policjantów po cywilnemu z mieszkania w godzinach wieczornych 1 lipca 2020r. Przy 7-letnim dziecku.
Kobieta została rozebrana na komisariacie policji w Częstochowie. Następnie przewieziona „na dołek” do policyjnej izby zatrzymań 60 km dalej do Zawiercia I tam pomimo pandemii, drugi raz rozebrana.
Rano została przywieziona z powrotem do Częstochowy, gdzie miała stanąć przed prokuratorem Janem Długoszem. Tyle, że ten nie pojawił się w pracy.
I pomimo rzekomych „mocnych dowodów” winy pani Anny, również nie pojawił się w sądzie na ławie prokuratorskiej!
W kolejnych dniach zaprezentujemy zeznania partnerki syna Ewy F. oraz jego samego.
Wszystkie artykuły na temat tej wstrząsającej sprawy znajdziesz pod linkiem:
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.