[VIDEO]: Zasztyletowana nauczycielka, noże w warszawskiej szkole, potwierdzone groźby zabicia 10-letniej dziewczynki! Ale dziś sędzia Małgorzata Orzech-Placek ukarała, skierowanego przez Policję do osądzenia, grożącego śmiercią ucznia - UPOMNIENIEM!!!
Sędzia odmówiła poddania 11-latka specjalistycznym badaniom psychiatrycznym kłamiąc, że nie było takiego wniosku. Wiedzę o leczeniu psychiatrycznym agresywnego ucznia, zasiadającego na ławie oskarżonych, czerpała od matki chłopaka, która na salę przyszła bez dowodu osobistego i żadnego medycznego dokumentu opisującego szczegóły rozpoznania psychiatrycznego agresora! A rodzicom ofiary zakazała odwołania się od orzeczenia!
Wszystkie teksty na ten skandaliczny temat znajdziesz pod linkiem:
Sędzia Małgorzata Orzech-Placek uznała dziś za winnego 11-latka, który pokazując scyzoryk zapowiadał 2-krotnie, że zabije 10-letnią koleżankę z klasy. Dziś przed sądem te groźby potwierdził inny uczeń, który był świadkiem tych sytuacji.
Wszyscy chodzą do klasy IVb, do jednej ze szkół w dzielnicy Wawer w Warszawie. Chodzą do tej samej klasy, bo 11-latek poszedł z opźnieniem do szkoły. Najpierw wymagał indywidualnego toku nauczania a od miesięcy sprawia problemy wielu dzieciom w IVb a wcześniej w IIIb.
10-latka zapłakana mówiła dzisiaj przed sądem, w jaki sposób była poniżana przez agresora. Najpierw mówił, że jest "kupa" i "penis". Potem groził, że ją zabije. A kiedy sprawę rodzice zgłosili na policję nie uzyskując pomocy od szkoły, rzucał w nią lodem m.in. w twarz.
- Mówił też, że stworzył sobie elektroniczną postać w grze MyCraft (w której można zabijać) moją sylwetkę, którą dręczy i wysadza w powietrze - mówiła dzisiaj przed sądem wstrząśnięta 10-latka.
- Słyszałem, jak Dawid groził, że ją zabije. Mówił to dwa razy. Ten drugi raz mówi to przy niej. Tak, widziałem scyzoryk - zeznawał dziś uczeń-świadek przekazany Sądowi dla Warszawy Pragi Południe przez warszawską Policję.
Funkcjonariusze warszawskiej Komendy Rejonowej Policji VII przy ul. Umińskiego w Warszawie bardzo poważnie potraktowali groźby zabicia 10-latki w jednej ze szkół w dzielnicy Wawer. Zamontowali na terenie tej szkoły własne kamery monitoringu, po tym jak rodzice dziewczynki zgłosili przypadki próby ataku 11-latka na 10-latkę. Odnotowali, że uczniowe noszą w butach noże. I że pod jeden z domów podjechali uczniowie, którzy grozili pocięciem twarzy innemu uczniowi.
Policjanci poważnie podeszli do sprawy po tragedii z nożami, której ofiarą padła nauczycielka własnie tej szkoły, pani Monika. Zasztyletowana w ubiegłym roku przez własnego syna. Szeroko relacjonowały to ogólnopolskie media. Szkoła po tym zdarzeniu przeżyła traumę i potrzebne były zajęcia z psychologami, by wytłumaczyć dzieciom, co się stało.
Jednak dla sędzi Małgorzaty Orzech-Placek te fakty nie miały żadnego znaczenia. Na pierwszą rozprawę 27 lutego 2018 roku przyszła nieprzygotowana i nawet nie wiedziała, że jest chłopiec, który był bezpośrednim świadkiem gróźb zabicia 10- latki. Mimo, że dostała komplet dokumentów z policji, celem ukarania sprawcy!
Kiedy rodzice dziewczynki domagali się też zadbania o trwałe bezpieczeństwo w klasie 4B, sędzia zaczęła szydzić, że skierowanego przez Policję aktu oskarżenia.
- Ta sprawa to jest niepotrzebne zawracanie głowy sądowi. Powinna być rozstrzygnięta w szkole, przez dyrekcję - mówiła z wyrzutem do rodziców poszkodowanej dziewczynki Małgorzata Orzech-Placek, czytając dopiero akta sprawy.
- Szkoła nam nie pomogła. Tak samo jak Kuratorium Oświaty i Wychowania w Warszawie, gdzie całą sprawę zgłosiliśmy. Wnioskowaliśmy o przeniesienie tego chorego chłopca do specjalistycznej szkoły, która jest przecież w dzielnicy Wawer. On sam wymaga pomocy i uwagi a dodatkowo nie może zagrażać innym dzieciom - przekazywali rodzice 10-latki dyrektor szkoły oraz wizytatorom w Kuratorium
Widząc złą wolę sędzi Małgorzata Orzech-Placek, rodzice poskarżyli się na jej zachowanie do Prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi Południe, Michała Bukiewicza z prośbą o nadzór nad tym postępowaniem.
Ale Prezes Sądy Michał Bukiewicz napisał 9 kwietnia 2018 roku, że nie widzi podstaw do objęcia sprawy nadzorem "albowiem postępowanie toczy się sprawnie, wyznaczono kolejny termin rozprawy, na którym mają być prowadzone dalsze czynności dowodowe - napisał w piśmie Prezes Michał Bukiewicz.
Tyle, że dziś sędzia Małgorzata Orzech-Placek odmówiła rodzicom prześladowanej dziewczynki przeprowadzenia dowodu w postaci specjalistycznych badań psychiatrycznych agresora przez Biegłego Sądowego Lekarza Psychiatry. Sędzia nakłamała, że taki wniosek wpłynął po terminie.
- Złożyłem go na rozprawie w dniu 27 lutego 2018 roku. Ale sędzia odmówiła zaprotokołowania go, traktując mnie jak intruza. - przekazuje ojciec 10-latki.
- Ponieważ sędzia odmówiła zaprotokołowania tego wniosku na sali sadowej, 20 minut później złożyłem go do akt sprawy w Biurze Podawczym do sygnatury akt 5 Nkd 355/17 i dziś upubliczniam ten dokument. Dlaczego więc sędzia jako funkcjonariusz zaufania publicznego kłamie? - pyta rodzic
- Tak, mój syn leczy się psychiatrycznie. Od marca tego roku przyjmuje leki przepisane przez psychiatrę. Na uspokojenie - zeznała dziś przed sądem matka chłopaka.
Sędzia wypytywała ją o szczegóły, których kobieta nie była w stanie przekazać. Nie miała nawet dowodu osobistego ze sobą a mimo to sędzia Małgorzata Orzech-Placek zawierzyła jej nie zwracając się do lekarza-psychiatry o dokumentację medyczną 11-latka. Nie zwróciła się też do kobiety o żadne dokumenty finansowe ale zwolniła ją z kosztów sądowych!
Sędzia Małgorzata Orzech-Placek w ciągu dzisiejszej rozprawy wysłuchiwała zeznań, zastraszonej 10- latki. Widziała jak dziewczynka płacze i widziała, jak śmieje się matka agresora.
W aktach sprawy miała też doniesienie o zdarzeniu 15 marca 2018 r, kiedy to po zebraniu szkolnym matka agresowa zapowiedziała, że "będzie gnębić" zastraszona dziewczynkę.
Sędzia dziś nie przesłuchała tej matki na tę okoliczność. Ani nie wezwała dwóch matek innych dzieci z tej szkoły, które to słyszały. Nazwiska tych kobiet sędzia Małgorzata Orzech-Placek ma w aktach tej sprawy. I lekceważąc wnioski dowodowe rodziców 10-latki zakończyła rozprawę!
W orzeczeniu wydanym dziś o godzinie 11.30 uznała 11-latka za winnego zarzucanych mu czynów demoralizacji i gróźb zabicia 10-latki. I wymierzyła mu karę UPOMNIENIA!
- Państwu, jako rodzicom poszkodowanej nie przysługuje odwołanie od tego wyroku - oświadczyła, z drwiącym uśmiechem spoglądając na rodziców, będących razem ze swoim dzieckiem ofiarami tego przestępstwa.Tak, jakby chciała odegrać się za skargę złożoną na nią do Prezesa Sądu Michała Bukiewicza.
Ojciec pokrzywdzonej dziewczynki, by chronić inne warszawskie dzieci przed orzeczeniami tej sędzi, zapowiedział, że zrobi wszystko by pozbawić tę sędzię możliwości wykonywania zawodu
- Jeśli ten chłopak jest chory, to powinien trafić do specjalistycznej placówki. O jego losie powinien zadecydować Sąd po zasięgnięciu dogłębnej analizy wykonanej przez Sądowego Biegłego Lekarza Psychiatrę. Czy Małgorzata Orzech-Placek i prezes Michał Bukiewicz wezma na siebie odpowiedzialność jeśli odstawi leki i zabije? - pyta ojciec 10-latki.
- Dlaczego na tej rozprawie nie było ławników? Przecież nazwiska są wypisane na wokandzie a ich samych nie było. Dlaczego? Kto i dlaczego nie dopuścił ich do rozprawy? - pyta ojciec
- Sprawę przekazuję do Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. By chronić nie tylko swoje dziecko ale też inne w tej szkole. By nie doszło do kolejnej tragedii i kolejnej, strasznej traumy - przekazuje ojciec dziecka.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?