[VIDEO] TOGI BEZ SUMIEŃ: „Paweł i Gaweł” wzorem dla Sądu Rejonowego Wrocław Fabryczna? 3 lata stresu i oczekiwania matki niepełnosprawnego chłopca na pomoc w sądzie. I koszmarny pomysł sędzi na podział majątku z byłym mężem winnym rozwodu!
Jak jest pomysł Sądu Rejonowego Wroclaw-Fabryczna, by zachować prywatne przedszkole, jako miejsce pracy stworzone na piętrze domu przez dzielną, zdradzoną i porzuconą matkę niepełnosprawnego dziś 18-latka? Wyeksmitować przedszkole i wprowadzić tam, na górę, jej byłego męża, na zasadzie „Paweł i Gaweł w jednym stali domu”!
O dramacie pani Sylwii piszemy od dwóch miesięcy. Reportaż oraz pierwszy materiał filmowy znajdziesz pod linkiem:
Przypomnijmy, że były mąż tej matki niepełnosprawnego chłopca z ciężkim porażeniem mózgowym, pomimo orzeczenia przez Sąd Apelacyjny we Wrocławiu rozwodu z wyłącznej jego winy, postanowił dręczyć kobietę w kolejnej sprawie o podział majątku.
Pomimo, że mieszka w śródmieściu Wrocławia w blisko 60 - metrowym mieszkaniu, za które złośliwie nie płaci czynszu i opłat eksploatacyjnych, postanowił teraz wyeksmitować przedszkole działające w domku jednorodzinnym na obrzeżach miasta. Gdzie wraz z niepełnosprawnym synem i zdrową 7-letnią córeczką mieszka pani Sylwia. By tam się wprowadzić!
Przypomnijmy, że sędzia Urszula Klejna z Sądu Rejonowego Wrocław Fabryczna uznała to jego szaleństwo za właściwy kierunek! I nakazała biegłemu ustalenie sposobu podłączenia osobnych rur gazowych, wodnych, kanalizacyjnych i kabli elektrycznych na górę domu. Oraz przygotowanie wyeksmitowania przedszkola!
A po nagłośnieniu tego sądowego dręczenia przez Telewizja.Patriot24.net, dodatkowo nakazała wyliczenie kosztów „bezumownego korzystania z lokalu”, które pani Sylwia rzekomo ma być winna swojemu byłemu mężowi!
Przypomnijmy też, że pani Sylwia opiekująca się niepełnosprawnym synem, urodziła w 2014 r. córeczkę. Według Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, mężczyzna zamiast wspierać kobietę przy dodatkowej opiece nad maleństwem, zdradził ją. I w ten sposób wyłącznie doprowadził do upadku i rozkładu 12-letniego wówczas małżeństwa. Sąd Apelacyjny uznał, że kobieta nie ponosi żadnej winy za rozpad tego związku.
Czy ta jasno określona sytuacja winy i niewinności małżeńskiej ma jakiekolwiek znaczenie dla sędzi Urszuli Klejny? W sprawie o podziału majątku, która toczy się, a właściwie się nie toczy od 2018 r.? Bo ostatnia rozprawa odbyła się 2,5 roku temu!
Prezentujemy wywiad z koszmarnie zestresowaną już dziś panią Sylwią. Kobieta żyje w strachu, że były mąż zlikwiduje przedszkole, będące źródłem utrzymania jej i dzieci oraz zapewniające jej możliwość równoległego opiekowania się niepełnosprawnym 18-latkiem. W jej obronie stanęli rodzice, podpisując licznie petycję do Sądu Rejonowego Wrocław Fabryczna o zachowanie funkcjonowania tej placówki oświatowej. Jedynej w okolicy!
Ale pani Sylwia nie może nawet dowiedzieć się, na kiedy będzie wyznaczona kolejna rozprawa, by zakończyć ten koszmar i doprowadzić do końca sprawy finansowe! Tym bardziej, że jej propozycje są jasne:
Ona chce zostać w domu, prowadzić przedszkole, a swojemu byłemu mężowi oferuje blisko 60 - metrowe mieszkanie. Całość oczywiście ma być wzajemnie rozliczona z punktu widzenia kredytu hipotecznego (wziętego na obie nieruchomości) spłatę zaległości czynszowych i rozliczeń wynikających z inwestycji poczynionych przez rodziców pani Sylwii w mieszkaniu.
Tydzień temu próbowaliśmy umówić się z Prezesem Sądu Rejonowego Wrocław Fabryczna, Ireneuszem Stembalskim, na wywiad telewizyjny dotyczący tej wstrząsającej sprawy. Ale prezes odmówił i odesłał nad do Rzecznika Prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu.
Dlatego niniejszy reportaż, wraz z materiałem filmowym, wysyłamy dziś do biura Rzecznika Prasowego z prośbą o informację, kiedy Sąd Rejonowy, biorąc pod uwagę winę byłego męża i konieczność codziennej opieki nad niepełnosprawnym chłopcem, wyznaczy terminy rozpatrzenia i zakończenia tej sprawy.
- Dach zaczyna przeciekać, a ja nie wiem czy mam remontować czy nie? Od trzech lat żyję w niepewności, nie wiedząc co sąd zdecyduje. Bo przecież życie z byłym mężem tutaj to byłoby szaleństwo jak z wiersza „Paweł i Gaweł” - mówi załamana pani Sylwia.
Według pani Sylwii jej były mąż nie jest człowiekiem szalonym. Wręcz przeciwnie, jest wykwalifikowanym pracownikiem firmy windykacyjnej, czołowej na rynku nie tylko wrocławskim, ale i polskim.
Po uzyskaniu stanowiska Rzecznika Prasowego poinformujemy o dalszym pomyśle sądu na rozwiązanie tej wstrząsającej sprawy.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?
Sąd Rejonowy w Jaworznie odrzucił wniosek prokuratury o umorzenie sprawy z oskarżenia miejscowej policji ze względu na „chorobę psychiczną” oskarżonej. Czy policja przyzna się do fatalnie przeprowadzonej interwencji i możliwego mataczenia jednego z funkcjonariuszy? Czy prokuratura wycofała akt oskarżenia i zakończy tę sądową farsę?