[VIDEO] O prześladowaniach pracowników przez kierownika-geja opowiada ratowniczka, też zwolniona ze szpitala z Ciechanowie! Zastraszani ratownicy proszą o pomoc Krzysztofa Rutkowskiego i Policję!
Ratowniczka Medyczna Aleksandra Osiecka odważnie potwierdza prześladowania na tle seksualnym w Specjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Ciechanowie. Chce uchronić wciąż pracujących tam kolegów przed mobbingiem ze strony kierownika-homoseksualisty!
O sprawie pisaliśmy tydzień temu w artykule dostępnym pod linkiem:
Przypomnijmy, że opisaliśmy prześladowanie i zwolnienie jednego z ratowników w czasie szaleństwa pandemii koronawirusa. Bo nie chciał ulec homoseksualnym propozycjom, które składał mu kierownik pogotowia ratunkowego w Specjalistycznyn Szpitalu Wojewódzkim w Ciechanowie.
Po naszej publikacji, otrzymaliśmy pismo od dyrektora tego szpitala zaprzeczające wszystkim opisywanym przez nas zarzutom. Dyrektor domaga się przeprosin i usunięcia tekstu ze względu na rzekomą nierzetelność i narażenie na utratę dobrego imienia przez szpital.
Dyrektor pisze, że kierownik nie ma kompetencji by zwalniać pracowników więc uważa, że piszemy nieprawdę.
Ale jednocześnie wśród medyków w północnej części województwa mazowieckiego zawrzało. Bo oni również stali się ofiarami bądź świadkami prześladowań ze strony kierownika-geja.
Wywiadu naszej stacji Telewizja.Patriot24.net zdecydowała się udzielić Aleksandra Osiecka, która również jest ratownikiem medycznym i pracowała w pogotowiu ratunkowym w szpitalu w Ciechanowie. Postanowiła ujawnić swoją twarz i imię i nazwisko wybronić prześladowanych przez kierownika-geja ratowników medycznych.
Kobieta potwierdza, że kierownik-gej składa propozycje seksualne swoim podwładnym. A kiedy odmawiali, zwolniał ich z pracy. Twierdzi, że ta dyskryminacja stosowana przez kierownika jest bezkarna.
- W praktyce to kierownik a nie dyrektor decyduje o tym którego ratownika zwolnić. To kierownik rozsyła SMS-y o treści "Zwolnię cię". I rzeczywiście taka osoba, która nie chce ulec seksualnym propozycjom kierownika, traci pracę - przekazuje Aleksandra Osiecka.
Pełny wywiad video z nią dołączamy do niniejszego tekstu. Kobieta nie boi się ewentualnego procesu sądowego, bo zdrowie i godność prześladowanych kolegów są dla niej ważniejsze.
Czy możliwe, by coś groziło?
Okazało się, że zwolniony ratownik medyczny, który ujawnił tydzień temu to szokującą nietolerancję, zaczął otrzymywać pogróżki. Zaczął otrzymywać też głuche telefony, ktoś próbował też skontaktować się z jego dzieckiem.
Dlatego zwrócił się o pomoc i ochronę do Krzysztofa Rutkowskiego. A ten natychmiast zarekomendował mu zgłoszenie całej sprawy Policji.
Kierownik pogotowia w ciechanowskim szpitalu, do którego udało nam się dodzwonić, zaprzeczył by to on stał za pogróżkami. Szczegóły tego wątku wraz z połączeniami telefonicznymi, będą analizowane przez śledczych.
W przyszłym tygodniu zaprezentujemy wywiad z kolejnym wyrzuconym z pracy w ciechanowskim szpitalu ratownikiem. Jemu też kierownik składał gejowskie propozycje, między innymi zapraszając do siebie na oglądanie filmów porno. A kiedy ratownik odmówił, został wyrzucony z pracy.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Prokuratura Rejonowa w Wysokiem Mazowieckiem prowadzi postępowanie w sprawie, w której konflikt między dwoma mężczyznami z sektora prac ziemnych przybrał zaskakujący obrót. Jeden z nich – legalnie działający przedsiębiorca, dysponujący kompletem dokumentacji, umów i potwierdzeń płatności – został objęty dochodzeniem, mimo iż druga strona nie przedstawiła żadnych formalnych dowodów, a jedynie relacje świadków ze swojego bliskiego otoczenia.