Panna Joanna
21 listopada 2013
W korytarzu przy drzwiach unosi się nikły zapach berlińskich perfum. Mama popryskała się nimi wychodząc na któreśtamlecie biblioteki. Wcześniej zjadłyśmy zupę kalafiorową, ja wypiłam kawę z kardamonem. Zjadłam mandarynkę, obejrzałam film..."najgorsze najlepsze wakacje"...pożczyłam Mamie torebkę, nie rozpakowałam jej od czasu powrotu z Londynu. Znalazłam w niej dwa funty, kilka wizytówek, z kawiarni ukrytej w parku, w krórej była dobra kawa i w której byłam z chłopakiem, którego imienia nawet już nie pamiętam..gdzie byłam z Paulem, starszym panem, z którm miałam chyba najlepszą konwersację w ciągu całego roku, z którm wspominałam przeszłosć, snułam plany na przszłość i któremu nie odpisałam na maila..odkładałam to z dnia na dzień...a wraz z upływem czasu jest mi coraz niezręczniej odezwać się tak po prostu, ale to zrobię..była też wizytówka od architekta, który proponował mi pracę w zawodzie, a ja , mistrz asekuracji i niewykorzystanych okazji nie zadzwoniłam. Myślałam, że mam czas..zawsze się tak myśli. A czas przecieka przez palce. Znalazłam perfumy "happy" o imbirowm zapachu, słuchawki do telefonu, kilka długopisów, mapę metra, rozkład busów z mojej mieściny i truskawkowe chusteczki. Nosiłam to wszystko ze sobą niczym wspomnienia. Czar Londynu..nie umiem zdefiniować wspomnień, wszytsko z czasem się zaciera. Była wolność, była samotność, romans, łzy, śmiech...czteromiesięczna dziura w życiorysie. Pozostało kilka osób, czasem do siebie piszemy, czasem dzwonimy...może niedługo się zobaczymy.
Pogoń za nieznanym. Rano dostałam list "po"miłosny od Tomka. Długi. Odpowiedź na moje przemyślenia. Nie wiem co pisać w myślach się g u b i ę, piszę po prostu, że bardzo Cię lubię. Jak ciężko jest czasami zbudować relacje międzyludzkie, jak łatwo jest je popsuć. Nie wiem, czemu to zrobiłam. Sprowokowałam sytuację, a z moich ust zamiast wielobarwnych baniek mydlanych poleciało stado pocisków. Prosto w serce? Może nie aż tak, nie wiem. Po prostu. Czułam, że nie mogę tak tkwić w tej sytuacji, udawać relacji, której nie ma. Litry wypitej kawy, obejrzane filmy, słowa, przerwy na mentolowego papierosa..czym to wszystko było? Ułudą. Nie czułam tego, boję się, że nie będę w stanie poczuć już nic.
Moje serce na temblaku wciąż wspomina angielskiego dżentelmena… i pojawia się ktoś, kto chce zrobić dla Ciebie wszystko, a Ty swojego mentolowego papierosa gasisz w jego sercu. Banalne słowa, zostańmy przyjaciółmi. I cisza, litry ciszy przy piciu kawy, życiu, jedzeniu obiadów i spacerów. Telefon milczy. Nie chciałeś zawalczyć, poddałeś się tak łatwo, stwierdziłeś, że czas Ci ucieka, że nie możesz czekać, bo już bo teraz bo trzeba mieć rodzinę. Pfff. Poskromić złośnicę nie jest łatwo, ostrzegałam. To był taki wyrafinowany test. W głowie wciąż mam rycerzy z wielkimi szablami. Jak wielka jest Twoja? Umiesz nią władać? Wydaje mi się, że nie bardzo, przecież nawet mnie nie pocałowałeś. Więc daleko Ci do sprawnego władania szablą. Romantyzm.. nie na te czasy. Co teraz będzie? czytaj więcej >