Patrioto! Napisz i opublikuj swój artykuł Dodaj zdjęcia i filmy Zostań Lokalnym Patriotem24 Załóż konto! Publikuj!

Artykuły naszych Patriotów24

Emigracja - refleksje, po prostu.

Panna Joanna

17 lutego 2014

Emigracja. Po raz n-ty. Tak się cieszyłam, ale teraz, po miesiącu pytam siebie samą o zalążek tej fascynacji, ekscytacji i pragnienia zmian. Z zalążka nie wykiełkowała roślina szczęścia, nie wypuściła  pączków i nie zakwitła na różowo oplatając suche drzewa w okolicy albo małą altankę przed wejściem. Nie mamy altanki, wejście jest do niskiego bloku przy małej uliczce, po drugiej stronie stacja benzynowa. Zamieniłam piękne górskie krajobrazy, świeże powietrze, w lecie świeże kwiaty w kuchni, falującą od wiatru firankę i pokój z fioletową ścianą na małe mieszkanko, bez ogródka, z widokiem na nic szczególnego..na obiad są co prawda pyszności, ale co z tego.

Londyn. Przyjazd autobusem, plątanina ludzi, strach, czy przełożą Twoją walizkę do właściwego autobusu, nudne filmy, papierosy palone zachłannie w przerwie i niepoważny zachwyt zagranicznymi toaletami. Polak w Niemczech przeżywa niemałą przygodę idąc do tamtejszej toalety. Na granicy nie skanowali nam bagażu, poszło szybko, dojechaliśmy na czas.

Znajomi przyszli na dworzec, kawa, uśmiechy … a teraz, teraz nie mamy dla siebie czasu, każdy planuje weekendy na miesiąc do przodu, mijamy się .. w głowie otwiera się czarne pudełko z napisem: samotność. Praca za funty, które znikają w zastraszającym tempie jak tylko chce się coś zobaczyć, przeżyć, wypić, posmakować. Praca monotonna, bez ambicji ..  a co z marzeniami, pragnieniem sukcesu, spełnienia, młodzieńczym pędem, klaserem zdarzeń? czytaj więcej >


Śniadanie po polsku. Na polskiej wsi

Robert Rewiński

22 stycznia 2014

Agroturystyka w Polsce ma niewątpliwą zaletę. Oprócz ciszy, pięknej przyrody to serce. Na talerzu.

Zawiało mnie na Lubelszczyznę. Biało, zimno, rzeźko. 

Gdzie przenocować? Oczywiście na wsi. O nazwie, której nie mogę zapamiętać więc zapisuję: Ulan Majorat 69 B. czytaj więcej >


Pijani kierowcy? Potrzebne są osobiste morale!

Krzysztof Rutkowski

16 stycznia 2014

NIe przekonują mnie liczne propozycje związane z walką z plagą pijanych kierowców. Uważam, że przede wszystkim każdy powinien zacząć od siebie.

Obserwuję na polskich drogach wzmożone kontrole trzeźwości kierowców. Policjanci z aklomatami wyłapują auta na zakrętach patrząc w oczy kierowcom. Ci, którzy wygladają niewyraźnie, są kontrolowani. 

Tyle, że często to zwykłe zmęczenie a nie alkohol.  czytaj więcej >


o mnie

Nikola Z

14 stycznia 2014

Mój dziadek


wierszyk

Nikola Z

14 stycznia 2014

zapytałeś czy lubię kiedy całujesz drżącym głosem w swym własnym pępku świata nie zapytawszy czy Ty lubisz powiedziałam tak a jeśli nie smakuje Ci kolor mojej skóry a zapach mój nie brzmi czystym dźwiękiem jeśli "bo ja" a Nie-Bo Ty a rytm serca nie przyspiesza jeśli dotykiem kłamiesz i oczyma to powinnam najpierw zapytać czy lubisz


Konkurencja dla Orlenu i PZPN-u? To możliwe!

Robert Rewiński

30 grudnia 2013

Rekord 2013 roku w dziedzinie "przypadkowej konkurencji" przyznaję stacji benzynowej w Stanisławowie na Mazowszu.

Finezją pomysłu jest połączenie biznesu i sportu. Nad stacją wznosi się znakomite logo będące połączeniem tego z Orlenu i owego słynnego PZPN-owskiego. 

Choć czy to nie raczej pingwin w kasku?:) czytaj więcej >


O pogodzie, występach, próbach... o nas...

TACY NIE INNI

28 grudnia 2013

Środek zimy, a na Kurpiach słońce i +8 stopni na termometrach. Piękną wiosnę mamy tej zimy, prawda? Tyle o pogodzie...

Przechodzimy do kolejnego tematu - próby. Nie marnujemy wolnego czasu! Codziennie sumiennie ćwiczymy! Kiedy będzie można zobaczyć efekty tych ćwiczeń? Już w poniedziałek, 30 grudnia! Na ostatnim festynie w tym roku w Ostrołęce. Impreza organizowana jest dla najmłodszych Ostrołęczan. Tamtejsi włodarze jednego z osiedli przygotowali gry i zabawy dla dzieciaków. I na tej imprezie mamy okazję i przyjemność wystąpić! Fenomenem jest to, że w ciągu trzech dni mamy przygotować repertuar na godzinę grania... :) Szaleństwo! Igramy na krawendzi totalnej kompromitacji... Ale "bez ryzyka nie ma zabawy". Repertuar prawie przygotowany... Co z tego wyjdzie? Zobaczymy...

Życzcie nam szczęścia :) czytaj więcej >


Przejąłem hotel w Szklarskiej Porębie

Krzysztof Rutkowski

24 grudnia 2013

Wczoraj przejąłem hotel w Szklarskiej Porębie. Wynajęcie obiektu zaproponowała mi właścicielka.

Wypowiedziała umowę dotychczasowemu najemcy, który nie płacił za najem. Chodzi o kwotę ok. 100 tysięcy złotych miesięcznie.

Spółka "Dwór Admirała" sp. z o.o. zadeklarowała takie wpłaty przy podpisaniu umowy. A kiedy obiekt przejęła, przestała płacić w terminie i wstawiła do obiektu uzbrojonych ochroniarzy. czytaj więcej >


TACY NIE INNI świątecznie...

TACY NIE INNI

24 grudnia 2013

Drodzy Patrioci24...

Z okazji świąt Bożego Narodzenie życzymy Wam dużo zdrówka, radości, szczęścia, miłości, Mikołaja bogatego i wszystkiego najlpeszego!!! Poniżej link do nagranych przez nas niespotykanych i nowatorskich życzeń świątecznych... :) (Nie zrażajcie się początkiem i obejrzyjcie do końca)

http://www.youtube.com/watch?v=sALShRrL1Ss&feature=youtu.be czytaj więcej >


Wypatrzyłam bowiem jakąś dziurę w ścianie sklepu...

Panna Anna

23 grudnia 2013

Byłam raczej w kiepskim stanie - oczopląs, spadek cukru i ogólna słabość. Takie objawy towarzyszyły mi na ostatnich w tym roku przedświątecznych zakupach. Powiedzmy i przyznajmy to otwarcie, że zakupy generalnie męczą. Zwłaszcza jeśli są robione przed wypiciem jakiejkolwiek kawy, a szczególnie tej porannej. Podświadomie (no dobra, świadomie) zaprojektowałam moją trasę zakupową w Galerii Dominikańskiej  tak, żeby skończyła się w dwóch najprzyjemniejszych miejscach, czyli cieszącym oko Almi Decor oraz Lulu Cafe. Na Almi niestety nie starczyło mi sił (nie wspominając o funduszach). Postanowiłam ucieszyć moje oko jednym rzutem na świeczniki i ten rzut ze sfocusowanego na szczęście przeszedł w horyzontalny! Wypatrzyłam bowiem jakąś dziurę w ścianie sklepu, która choć zastawiona kwiatami i bibelotami, sugerowała istnienie jakiegoś sekretnego pokoju. Bingo! Podeszłam bliżej i moim oczom ukazał się zaiste sekretny, turkusowy pokój należący do Lulu Cafe. Kiedy byłam tam ostatnim razem, z trudem znalazłam w tej malutkiej kawiarence miejsce siedzące. Jak wielka była moja radość, gdy przeszłam do tego nowego, sekretnego pokoju! Po co mi Almi Decor, gdy mogę przy kawie nacieszyć oko tak pięknym miejscem jak ten tajemniczy pokój?

Turkusowe ściany, mnóstwo palmowych roślin, eleganckie żaluzje, klimatyczne oświetlenie oraz przepiękne, pikowane, pluszowe, salonikowe kanapy i fotele. Pomieszczenie ma kilka zakamarków, w tym jedną dużą lożę oraz fantastyczny stolik przy wielkim oknie z widokiem na ulicę Św. Katarzyny. Nie wiem dlaczego, może przez te rośliny i kolory, ale wystrój tego secret room kojarzył mi się z Indiami, a konkretnie z indyjskim salonem urządzonym z pomocą brytyjskich mebli. Ukrycie tego dużego pomieszczenia w tak cudownym zakamarku sprawia, że wrażenie intymności i spokoju zostaje spotęgowane. W tym właśnie spokojnym i lekko orientalnym klimacie cieszyłam się moją czarną kawą i patrzyłam na spoglądające na mnie białe ptaszki przyczepione na wiszących srebrnych lampach. Kelnerki miały spódnice a'la baletnice. Były miłe, ale przy takim nawale gości, jeśli chce się dostać szybko rachunek trzeba się pilnować:)

Kim byli goście dookoła mnie? W loży siedziała jakaś para i ze strzępków rozmów (podkreślam strzępków, żeby nie było, że podsłuchuję:) wywnioskowałam, że planują jakąś większą imprezę. Była też dziewczyna z laptopem, biznesmani, przyjaciółki. Były też dwie Polki, które spotkały się ze swoimi znajomymi z Azji. Jedna Pani z tego dalekiego kontynentu przyszła na spotkanie ze swoją małą córeczką. Na firmowych poduszkach pisze "Plotkarnia" i właśnie temu zajęciu, jak podejrzewam, oddały się znajome sobie kobiety. A mała? Mała jak to mała, zajęła się sobą, a potem mną. Tak właśnie! Najpierw podeszła do mojego stolika i nieśmiało spoglądała zza blatu, który sięgał jej do połowy głowy. Uśmiechnęła się i pobiegła po zużytą serwetkę, którą dała mi w prezencie. Co prawda prezentów się nie powinno zwracać, ale zawołałam ją z powrotem, żeby zabrała swój skarb, co też zdziwiona lekko uczyniła. A potem potrząsała zwisającym jej z buzi bidonem, trzymając go w zębach za rurkę:) czytaj więcej >


Cała Polska przygotowuje się do Świąt;)

Robert Rewiński

23 grudnia 2013

Na każdym kroku w Polsce widać, że Święta tuż tuż. Kto może przemienia na ten uroczysty czas swój dom czy zakład pracy . 

Przemierzając Polskę można odnaleźć najróżniejsze świąteczne akcenty. Ten odnalazłem w Grójcu:)


TACY NIE INNI - trójka nastolatków, których na nowo połączyła muzyka...

TACY NIE INNI

20 grudnia 2013

Połączyła nas wspólna pasja - muzyka. Nasza droga by spełniać marzenia dopiero się zaczyna. Jak się skończy? Tego nie wiemy...

Zespół TACY NIE INNI powstał na początku grudnia. O tym kim jesteśmy, co gramy i dlaczego zdecydowaliśmy się na prowadzenie bloga przeczytacie niżej. Chcemy dzielić się z ludźmi naszą pasją i dlatego założyliśmy bloga. Czemu akurat na "Patriocie"? Ponieważ portal ten jest odzwierciedleniem naszych wartości, idei i percepcji na świat. No, bo to, że jesteśmy nastolatkami, nie oznacza, że najważniejsze są dla nas drogie i markowe ubrania, luksusowe gadżety, imprezy zakrapiane alkoholem... Strasznie poważnie to brzmi, co nie? :))) Ale wracając do meritum... Patriot24 daje możliwość wypromowania nowych, młodych talentów, które nie koniecznie muszą pochodzić z dużego miasta.

Kto kryje się pod nazwą TACY NIE INNI? czytaj więcej >


Bukareszt, moja miłość - cz. 3. - Miłość bez słów

Robert Rewiński

29 listopada 2013

Chcę wrócić latem, by poczuć zapachy tego wspaniałego miejsca. Zmysłowego miasta, które pozostało na tych fotografiach


Bukareszt, moja miłość - cz. 2. - Londyński socjalizm

Robert Rewiński

28 listopada 2013

Bukareszt potrafi uwieść jak piękna nieznajoma. I podarować serce niczym ta wybrana, która w domu z obiadem czeka.

Centrum Bukaresztu przyciąga światowym stylem, niczym okolice Oxfordstreet i Mayfair w Londynie. Więc to nie tylko wykwintny szyk, wystrzał stylu, dyskretny lans. Ale też wąskie, urokliwe uliczki z przytulnymi pubami i kafejkami. Idealne miejsce na wykwintną randkę.

Całość w otoczeniu jesiennych drzew, zrzuconych kolorowych liści. Zapachów restauracji i ulicznych cukierni.  czytaj więcej >


Ksiądz Waldemar Irek ojcem Kubusia. Są oficjalne wyniki DNA

Krzysztof Rutkowski

28 listopada 2013

Wiesława Dargiewicz otrzymała dziś oficjalne wyniki badań DNA po ekshumacji zwłok księdza Waldemara Irka. Mam nadzieję, że w przyszłości współpraca z hierarchami polskiego Kościoła w podobnych sytuacjach będzie układać się lepiej.

Prawda ujrzała światło dzienne. W ubiegłym tygodniu przedstawiłem we Wrocławiu nieoficjalną informację, że wyniki badań DNA wskazały bezdyskusyjnie na ojcostwo księdza Waldemara Irka. Dziś ta prawda jest ona potwierdzona oficjalnie dokumentem sądowym. 

Kończy się 1,5-roczny dramat Wiesławy Dargiewicz. Nikt już nie będzie zarzucał jej przekazywanie oszczerstw i narażanie na szwank dobrego imienia zmarłego księdza - rektora Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Prawda jest jedna - to on jest ojcem Kubusia. czytaj więcej >


Bukareszt, moja miłość - cz. 1. - Książki jak kanapki

Robert Rewiński

27 listopada 2013

Za każdym razem, kiedy tu jestem wciąga mnie i zaskakuje oblicze tego miasta. Bedę więc o tym pisał.

Dziś jest ono mieszaniną m.in. Paryża, Londynu Lisbony i Baku. Południowe miasto, z carską architekturą i coraz dynamiczniej rozwijającą się infrastrukturą europejską. Ale z własnym szczęściem, własną osobowością i pomysłami na fajne życie.

Na przykład metro w Bukareszcie. Zaskakuje temperaturą. Mimo chłodu i zimy na zewnatrz, na peronach nie ma przeciągu, nie ma mrozu, jest przyjemnie ciepło.  czytaj więcej >


U Bernarda się po prostu bywa!

Panna Anna

26 listopada 2013

Z racji tego, że jest to pierwszy wpis powinnam zacząć swoimi słowami, a nie od razu sypnąć cytatem. Ale sypnę mimo wszystko:

"Zaintrygowało mnie kiedyś to, co powiedział prof. JAn Gehl, duński architekt znany z "uzdrawiania" miast. Receptą na stworzenie przyjaznego ludziom miasta nie jest budowanie kolejnych obwodnic, ale zamykanie głównych ulic miasta. Zamknięcie Stroget, głównej arterii Kopenhagi, i przerobienie jej na deptak całkowicie odmieniło oblicze tego miasta. To miejsce szybko zapełniło się kawiarenkami, a te - zadowolonymi mieszkańcami. Ludzie potrzebują kawiarenek tak samo, a może nawet bardziej niż obwodnic. Najciekawsze wydało mi się to, że ten profesor mierzy zadowolenie ludzi z życia w mieście za pomocą ilości stolików kawiarnianych przypadających na 100 metrów ulicy. Warszawa do tej świadomości dojrzewa". Przytoczony cytat pochodzi z listopadowego wydania magazynu Sukces (s.59). A jak to jest z Wrocławiem? Zamierzam przyjrzeć się tej sprawie nie tylko pod kątem ilości, ale przede wszystkim pod kątem jakości. Jakie są te Wrocławskie lokale? Zajrzę do lokali kawowych, alkoholowych i gastronomicznych. To nie będą kuchenne rewolucje, ale impresje bywalczyni:) Od knajpki do knajpki i tak cały dzień bym mogła:) I jakby tu nazwać takie przedsięwzięcie? "Wizja lokalna" - to byłaby nazwa idealna, ale z racji tego, że termin już jest wysłużony, ustanawiam nowy: lokalowizja. Czysty neologizm, nie istniejący w Google!

Zacznijmy od Bernarda. czytaj więcej >


Listy "po"miłosne i zwykly dzień

Panna Joanna

21 listopada 2013

W korytarzu przy drzwiach unosi się nikły zapach berlińskich perfum. Mama popryskała się nimi wychodząc na któreśtamlecie biblioteki. Wcześniej zjadłyśmy zupę kalafiorową, ja wypiłam kawę z kardamonem. Zjadłam mandarynkę, obejrzałam film..."najgorsze najlepsze wakacje"...pożczyłam Mamie torebkę, nie rozpakowałam jej od czasu powrotu z Londynu. Znalazłam w niej dwa funty, kilka wizytówek, z kawiarni ukrytej w parku, w krórej była dobra kawa i w której byłam z chłopakiem, którego imienia nawet już nie pamiętam..gdzie byłam z Paulem, starszym panem, z którm miałam chyba najlepszą konwersację w ciągu całego roku, z którm wspominałam przeszłosć, snułam plany na przszłość i któremu nie odpisałam na maila..odkładałam to z dnia na dzień...a wraz z upływem czasu jest mi coraz niezręczniej odezwać się tak po prostu, ale to zrobię..była też wizytówka od architekta, który proponował mi pracę w zawodzie, a ja , mistrz asekuracji i niewykorzystanych okazji nie zadzwoniłam. Myślałam, że mam czas..zawsze się tak myśli. A czas przecieka przez palce. Znalazłam perfumy "happy" o imbirowm zapachu, słuchawki do telefonu, kilka długopisów, mapę metra, rozkład busów z mojej mieściny i truskawkowe chusteczki. Nosiłam to wszystko ze sobą niczym wspomnienia. Czar Londynu..nie umiem zdefiniować wspomnień, wszytsko z czasem się zaciera. Była wolność, była samotność, romans, łzy, śmiech...czteromiesięczna dziura w życiorysie. Pozostało kilka osób, czasem do siebie piszemy, czasem dzwonimy...może niedługo się zobaczymy.

Pogoń za nieznanym. Rano dostałam list "po"miłosny od Tomka. Długi. Odpowiedź na moje przemyślenia. Nie wiem co pisać w myślach się g u b i ę, piszę po prostu, że bardzo Cię lubię. Jak ciężko jest czasami zbudować relacje międzyludzkie, jak łatwo jest je popsuć. Nie wiem, czemu to zrobiłam. Sprowokowałam sytuację, a z moich ust zamiast wielobarwnych baniek mydlanych poleciało stado pocisków. Prosto w serce? Może nie aż tak, nie wiem. Po prostu. Czułam, że nie mogę tak tkwić w tej sytuacji, udawać relacji, której nie ma. Litry wypitej kawy, obejrzane filmy, słowa, przerwy na mentolowego papierosa..czym to wszystko było? Ułudą. Nie czułam tego, boję się, że nie będę w stanie poczuć już nic.

Moje serce na temblaku wciąż wspomina angielskiego dżentelmena… i pojawia się ktoś, kto chce zrobić dla Ciebie wszystko, a Ty swojego mentolowego papierosa gasisz w jego sercu.  Banalne słowa, zostańmy przyjaciółmi. I cisza, litry ciszy przy piciu kawy, życiu, jedzeniu obiadów i spacerów. Telefon milczy. Nie chciałeś zawalczyć, poddałeś się tak łatwo, stwierdziłeś, że czas Ci ucieka, że nie możesz czekać, bo już bo teraz bo trzeba mieć rodzinę. Pfff. Poskromić złośnicę nie jest łatwo, ostrzegałam. To był taki wyrafinowany test. W głowie wciąż mam rycerzy z wielkimi szablami. Jak wielka jest Twoja? Umiesz nią władać? Wydaje mi się, że nie bardzo, przecież nawet mnie nie pocałowałeś. Więc daleko Ci do sprawnego władania szablą. Romantyzm.. nie na te czasy. Co teraz będzie? czytaj więcej >


Usta (lmy) coś

Panna Joanna

18 listopada 2013

Ustalmy coś. Dawno mnie tu nie było, ustalałam codzienmość każdego dnia. Minęło lato, mija jesień .. co u Panny Joanny? Niby niewiele się zmieniło...jednak czas na freestyle słowny i myślowy... Trochę refleksji, trochę wyjazdów, litry wypitej kawy i wypalonych mentolowych papierosów. Marzenia, plany, wyzwania...w zderzeniu z codziennością.

Za oknem góry, stoją niewzruszone. Latem zielone, jesienią różnobarwne a teraz nostalgicznie szare. Kanapka z makrelą, ananasowa herbata, tyle u mnie. Telefon, którego nie chce mi się odbierać, seriale w telewizji, cisza i spokój.

Poprzedni wpis jakoś lepiej się układał, płynął. Ale nie zapisał się, zniknął w czeluści internetu, rozgoryczenie, złość, syzyfowa praca. Pokarało za te miesiące ciszy. czytaj więcej >


Lotnisko Lecha Wałęsy odstrasza internautów

Robert Rewiński

13 listopada 2013

Lech Wałęsa jest wielbicielem internetu. Niestety na lotnisku jego imienia w Gdańsku z internetu nie skorzystasz!

Lech Wałęsa to człowiek światowy. Niestety firmuje swoim nazwiskiem port lotniczy, który jest informacyjnym zaściankiem Europy. 

Nie jest możliwe podłączenie się tutaj do darmowego internetu choćby na pół godziny, co na wielu lotniskach jest standardem. Próbowałem podłączyć się do WI-FI w którejś z kawiarenek, ale też się nie dało. czytaj więcej >




2